Rosnąca aktywność państw, struktur proxy i lokalnych wykonawców zmienia środowisko, w którym funkcjonują osoby chronione. Coraz częściej zagrożenie może nie wynikać z profilu samego klienta, lecz z ludzi, organizacji i miejsc znajdujących się w jego otoczeniu. Dla Executive Protection oznacza to potrzebę szerszego spojrzenia na advance, protective intelligence i ocenę ryzyka.
Przez lata ocena zagrożeń w Executive Protection koncentrowała się na dobrze znanych problemach: przestępczości, porwaniach, stalkingu, przemocy motywowanej politycznie, terroryzmie, lone actors czy zorganizowanych grupach przestępczych. Wszystkie pozostają aktualne. Zmienia się jednak środowisko, w którym funkcjonują osoby chronione.
W Europie coraz wyraźniej widoczne są działania prowadzone przez obce państwa, służby specjalne, struktury proxy oraz lokalnych wykonawców działających na ich rzecz. Sabotaż, podpalenia, działania przeciwko logistyce, przedsiębiorstwom, infrastrukturze i konkretnym osobom przenikają do przestrzeni cywilnej.
Dla pracownika ochrony osobistej nie jest to abstrakcyjna dyskusja o geopolityce. To praktyczny problem związany z oceną ryzyka.
Klient może nie mieć konfliktu z żadnym państwem, nie znajdować się na żadnej liście celów i nie prowadzić działalności związanej z sektorem obronnym. Może być prezesem, inwestorem, przedsiębiorcą albo osobą publiczną, która po prostu zatrzymała się w tym samym hotelu, uczestniczyła w tej samej konferencji albo jadła kolację w tej samej restauracji co ktoś, kto rzeczywiście znalazł się w czyimś zainteresowaniu.
VIP zawsze mógł znaleźć się w złym miejscu o złym czasie. Nowe nie jest więc samo ryzyko przypadkowej ekspozycji, lecz charakter zdarzeń, które mogą dziś tworzyć to „złe miejsce”. Coraz częściej może nim być zwykła przestrzeń cywilna wykorzystywana do sabotażu, działań proxy albo operacji związanych z konfliktem prowadzonym daleko poza linią frontu.
Dla Executive Protection wynika z tego dość konkretna konsekwencja: profil samego klienta nie zawsze wystarcza do właściwej oceny ryzyka. Równie ważne może być środowisko, do którego klient jest wprowadzany.
Kiedy konflikt wychodzi poza front

Jednym z najbardziej czytelnych przykładów jest sprawa Armina Pappergera, prezesa Rheinmetall.
W lipcu 2024 roku ujawniono informacje o rosyjskim planie jego zabójstwa. Według doniesień amerykański wywiad miał wykryć przygotowania i poinformować stronę niemiecką, co pozwoliło niemieckim służbom podjąć działania ochronne. W styczniu 2025 roku James Appathurai, zastępca sekretarza generalnego NATO odpowiedzialny m.in. za zagrożenia hybrydowe, publicznie potwierdził samo zagrożenie wobec Pappergera i umieścił je w szerszym kontekście kampanii sabotażowej obejmującej m.in. podpalenia, wykolejenia pociągów, działania przeciwko mieniu polityków oraz plany wymierzone w przedstawicieli przemysłu.
Dla Executive Protection nie jest to odkrycie, że działalność przedsiębiorstwa powinna być elementem oceny ryzyka klienta. Profesjonalne zespoły robiły to wcześniej. Zmienia się natomiast skala problemu i znaczenie powiązań, które jeszcze kilka lat temu mogły mieć drugorzędne znaczenie dla ochrony konkretnej osoby.
CEO prywatnego przedsiębiorstwa może znaleźć się w zainteresowaniu obcego państwa nie ze względu na majątek, rozpoznawalność czy osobisty konflikt. Wystarczy, że kierowana przez niego organizacja zostanie uznana za część zaplecza strategicznego przeciwnika.
Nie dotyczy to wyłącznie producentów uzbrojenia. Znaczenie może mieć działalność technologiczna, logistyczna, energetyczna, telekomunikacyjna, infrastrukturalna, finansowa czy związana z określonymi łańcuchami dostaw.
Dotychczasowe pytanie: „kto może chcieć zaatakować naszego klienta?” pozostaje więc potrzebne, ale wymaga uzupełnienia. W przypadku niektórych klientów równie istotne staje się to, czy działalność ich organizacji może powodować zainteresowanie aktora państwowego.
Jeszcze trudniejsza sytuacja powstaje wtedy, gdy nasz klient nie ma z takim konfliktem nic wspólnego, ale znajduje się w otoczeniu kogoś, kto takie zainteresowanie generuje.
Ten sam hotel, konferencja, terminal czy budynek mogą być wspólną przestrzenią dla osób o zupełnie różnych profilach ryzyka. Właściwy cel operacji nie musi być naszym klientem. Może znajdować się kilka metrów dalej.
Podobny mechanizm widać w przypadku podpalenia obiektu przemysłowego w Leyton we wschodnim Londynie w marcu 2024 roku. W lokalach znajdowały się dostawy przeznaczone dla Ukrainy, w tym pomoc humanitarna i sprzęt Starlink. Brytyjskie organy ścigania ustaliły później, że organizatorzy ataku działali na rzecz Rosji.
W sprawie pojawił się kontakt z Grupą Wagnera, rekrutacja kolejnych wykonawców, rozpoznanie obiektów oraz przygotowania do następnych działań. To ważny przykład współczesnego modelu operacji proxy, w którym państwowe zaplecze nie musi być widoczne na poziomie wykonawczym.
Na ulicy taka operacja może wyglądać jak zwykłe przestępstwo. Lokalni wykonawcy, komunikator, pieniądze, rozpoznanie i podpalenie nie tworzą obrazu kojarzonego potocznie z działalnością służb specjalnych. Właśnie dlatego takie działania mogą być trudniejsze do właściwego odczytania.
W tym samym postępowaniu pojawiły się przygotowania do kolejnych ataków na lokale w londyńskim Mayfair oraz plan porwania ich właściciela, znanego z krytycznego stosunku do władz rosyjskich. Sabotaż, biznes, obiekt i bezpośrednie zagrożenie dla człowieka znalazły się więc w jednym ciągu operacyjnym.
Z punktu widzenia CPO oznacza to, że firma logistyczna, biuro, centrum dystrybucyjne czy zakład produkcyjny nie powinny być oceniane wyłącznie przez pryzmat zabezpieczeń fizycznych. Znaczenie ma również to, kto działa w danym miejscu, czym się zajmuje i czy jego działalność może przyciągać zainteresowanie spoza klasycznego katalogu zagrożeń kryminalnych.
Inny wymiar tego samego zjawiska pokazały samozapalające się przesyłki, które w 2024 roku pojawiły się w europejskich łańcuchach logistycznych. Paczki zapalały się w sortowniach, magazynach i podczas transportu. Jedna z nich zapaliła się na lotnisku w Lipsku tuż przed planowanym załadunkiem na samolot.
W marcu 2026 roku Eurojust poinformował, że współpraca organów kilku państw doprowadziła do identyfikacji 22 podejrzanych w Polsce i na Litwie, którzy mieli działać na rzecz rosyjskiego wywiadu wojskowego. Śledztwo ujawniło również przesyłki określane jako testowe, wysyłane do Stanów Zjednoczonych i Kanady.
Dla Executive Protection nie jest to wyłącznie problem przesyłek. Program osoby chronionej jest osadzony w cywilnej infrastrukturze logistycznej: lotniskach, terminalach, hotelach, transporcie bagażu i systemach kurierskich. Zespoły przesyłają sprzęt, dokumenty czy wyposażenie techniczne. Zakłócenie jednego z tych elementów może wpływać zarówno na bezpieczeństwo, jak i na ciągłość całego programu.
Pożar sortowni czy zamknięcie terminala może być zwykłym incydentem technicznym. CPO nie musi ustalać jego przyczyn na poziomie kontrwywiadowczym. Powinien natomiast rozumieć, co takie zdarzenie zmienia z perspektywy protectee i czy wpisuje się w szerszy obraz sytuacji w danym mieście lub kraju.
Przestrzeń cywilna nie zawsze jest neutralna
Pożar centrum handlowego Marywilska 44 w Warszawie w maju 2024 roku początkowo funkcjonował przede wszystkim jako katastrofa dużego obiektu handlowego. W maju 2025 roku polskie władze poinformowały, że na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego uznają pożar za podpalenie przeprowadzone na zlecenie rosyjskich służb. Według wspólnego komunikatu ministra sprawiedliwości i ministra koordynatora służb specjalnych działania sprawców były organizowane i kierowane przez osobę przebywającą w Federacji Rosyjskiej.
Dla Executive Protection istotny jest tutaj charakter miejsca. Centrum handlowe nie jest bazą wojskową ani zakładem zbrojeniowym. To zwykła przestrzeń cywilna: sklepy, usługi, parkingi, restauracje, magazyny i duża liczba przypadkowych osób.
Takie miejsca regularnie pojawiają się w programach osób chronionych. Jeżeli mogą stać się celem sabotażu z przyczyn niezwiązanych z protectee, samo pytanie „czy klient jest celem?” nie daje już pełnego obrazu ryzyka.
Trzeba również rozumieć, czy interesujące nas miejsce może być atrakcyjne dla sprawcy z innych powodów. Jego znaczenie może być ekonomiczne, polityczne, medialne lub symboliczne. Dla klienta motywacja sprawcy będzie miała drugorzędne znaczenie, jeżeli znajdzie się wewnątrz obiektu w chwili pożaru, eksplozji czy gwałtownej ewakuacji.
Jeszcze bardziej bezpośrednio problem ten pokazuje zamach bombowy w Monako z czerwca 2026 roku.
Ładunek wybuchowy pozostawiono przed budynkiem i zdetonowano zdalnie, gdy do wejścia zbliżał się przedsiębiorca Vadym Yermolaiev wraz z partnerką i synem. Główną podejrzaną została Anastasiia Berezovska. Według monakijskiej prokuratury sposób przygotowania ataku wskazywał, że prawdopodobnie nie działała sama; śledczy poszukiwali także ewentualnych wspólników i osób, które mogły zlecić zamach.
Kilka dni później Berezovską znaleziono zastrzeloną w Ukrainie. W związku z jej śmiercią zatrzymano dwóch mężczyzn, w tym funkcjonariusza ukraińskiego wywiadu wojskowego oraz byłego funkcjonariusza organów ścigania.
Na obecnym etapie nie ma jednak podstaw, aby przedstawiać sam zamach w Monako jako potwierdzoną operację któregokolwiek państwa czy służby. Motyw, zleceniodawca i pełne tło zdarzenia pozostają przedmiotem postępowania.
Nie zmienia to znaczenia tego przypadku dla ochrony osób.
Mamy luksusową lokalizację, cywilne otoczenie, rodzinę celu, wcześniejsze rozpoznanie, ładunek wybuchowy i zdalną detonację. Nie wydarzyło się to w strefie wojny, lecz w miejscu, w którym może mieszkać klient, jego rodzina albo partner biznesowy.
Z punktu widzenia zespołu EP odpowiedź na pytanie, kto ostatecznie wydał polecenie, może nigdy nie być dostępna. Znacznie ważniejsze jest przygotowanie na konsekwencje takiego zdarzenia we własnym środowisku operacyjnym.
Samo zjawisko nie jest oczywiście nowe. Jednym z najbardziej znanych historycznych przykładów pozostaje zabójstwo Mahmouda al-Mabhouha w hotelu w Dubaju w 2010 roku.
Śledztwo odtworzyło ruchy wieloosobowego zespołu, który obserwował cel, korzystał z fałszywych lub bezprawnie wykorzystanych tożsamości i europejskich paszportów, działał w kilku miejscach jednocześnie, wykorzystał infrastrukturę hotelową, a po zabójstwie szybko opuścił Zjednoczone Emiraty Arabskie. Dubai Police wskazywała na Mossad, podczas gdy Izrael oficjalnie nie potwierdził odpowiedzialności. Sprawa wywołała również poważne konsekwencje dyplomatyczne związane z wykorzystaniem dokumentów państw trzecich.
Lekcja z Dubaju pozostaje aktualna: hotel wysokiej klasy nie staje się przestrzenią neutralną tylko dlatego, że ma monitoring, ochronę, kontrolę dostępu i renomowaną markę. Dobre zabezpieczenia ograniczają wiele zagrożeń, ale nie eliminują możliwości profesjonalnie przygotowanej operacji przeciwko komuś, kto znajduje się w tym samym środowisku co nasz klient.
Od profilu klienta do profilu środowiska

Błędem byłoby wyciągnięcie z tych przypadków wniosku, że pracownik ochrony osobistej powinien próbować „walczyć ze służbami specjalnymi”. Nie jest kontrwywiadem, nie prowadzi śledztwa i nie zastępuje państwowych struktur bezpieczeństwa.
Jego zadanie pozostaje takie samo: chronić klienta, zarządzać ryzykiem, utrzymywać ciągłość programu i ograniczać ekspozycję na zagrożenie.
Zmienia się natomiast zakres informacji potrzebnych do wykonania tego zadania.
Profesjonalna ocena ryzyka nie powinna kończyć się na zagrożeniach skierowanych bezpośrednio przeciwko protectee. Coraz większego znaczenia nabiera również ryzyko generowane przez inną osobę, organizację, obiekt lub wydarzenie znajdujące się w jego bezpośrednim otoczeniu. W praktyce można je opisywać jako collateral exposure — ekspozycję klienta na zagrożenie, którego pierwotnym źródłem lub celem jest ktoś albo coś innego.
Nie jest to nowa kategoria zagrożeń, lecz sposób patrzenia na sytuację, w której klient nie jest właściwym celem, a mimo to odczuwa skutki działania skierowanego przeciwko innej osobie, organizacji czy miejscu.
Może chodzić o eksplozję, pożar, ewakuację, policyjny lockdown, blokadę ulicy, zamknięcie terminala, protest, atak na inną osobę czy sabotaż infrastruktury.
Z punktu widzenia protectee przyczyna zdarzenia szybko staje się kwestią drugorzędną. Jeżeli nie może opuścić budynku, jego pojazd został odcięty, w hotelu trwa ewakuacja albo w bezpośrednim otoczeniu doszło do ataku, zagrożenie stało się jego problemem niezależnie od pierwotnej intencji sprawcy.
To ma bezpośrednie konsekwencje dla advance.
Trasy, wejścia i wyjścia, parking, możliwości ewakuacji, procedury obiektu, dostęp do pomocy medycznej i rozwiązania alternatywne pozostają podstawą. Można jednak sprawdzić wszystkie te elementy prawidłowo, a mimo to pominąć istotne źródło ryzyka, jeżeli analiza kończy się na samym kliencie.
Dobrze zabezpieczony hotel może jednocześnie gościć delegację państwową, przedstawicieli sektora obronnego albo przedsiębiorcę znajdującego się w zainteresowaniu obcego państwa. W biurowcu mogą działać firmy związane ze strategiczną logistyką, energetyką czy technologiami wykorzystywanymi przez jedną ze stron konfliktu. Restauracja wybrana na zwykłą kolację może należeć do przedsiębiorcy o wysokiej ekspozycji politycznej.
Advance nie powinien przez to zamieniać się w analizę wywiadowczą całego miasta. Potrzebny jest po prostu szerszy zestaw information requirements — obejmujący również te informacje, które mogą realnie zmienić ocenę miejsca i programu.
Znaczenie może mieć profil dużych wydarzeń odbywających się w sąsiedztwie, obecność delegacji, konferencji politycznych lub spotkań związanych z sektorami strategicznymi. W niektórych przypadkach warto wiedzieć, kto jest właścicielem lub głównym użytkownikiem odwiedzanego obiektu i czy jego działalność generuje szczególną ekspozycję polityczną, gospodarczą albo związaną z konfliktem międzynarodowym.
Do tego dochodzi aktualny obraz zagrożeń państwowych. Seria podpaleń, zatrzymania dotyczące działalności na rzecz obcego wywiadu, incydenty wobec infrastruktury czy oficjalne ostrzeżenia służb nie oznaczają automatycznie wzrostu zagrożenia dla konkretnego protectee. Mogą jednak oznaczać, że środowisko, do którego go wprowadzamy, nie jest już takie samo jak kilka tygodni wcześniej.
Brytyjski MI5 wskazuje wprost na próby zlecania przez aktorów państwowych obserwacji, sabotażu, podpaleń i przemocy fizycznej oraz na wykorzystywanie lokalnych proxy rekrutowanych m.in. za pośrednictwem platform internetowych. Dla zespołu ochrony nie oznacza to konieczności prowadzenia kontrwywiadu. Takie informacje powinny jednak wejść do szerszego obrazu ryzyka przed przyjazdem klienta.
Podobnie należy czytać lokalne incydenty. Jeden pożar magazynu może nie mieć żadnego znaczenia. Kilka podobnych zdarzeń dotyczących tego samego sektora lub infrastruktury zasługuje już na uwagę, nawet jeśli zespół EP nie jest w stanie określić ich rzeczywistego tła.
To samo dotyczy protestów. Nie zawsze najważniejsze jest to, czy demonstracja została zorganizowana przeciwko klientowi. Znaczenie ma również to, przeciwko komu protestuje się w miejscach, przez które klient będzie przechodził lub w których ma przebywać.
Demonstracja przeciwko firmie w tym samym budynku, delegacji w sąsiednim hotelu czy wydarzeniu kilkaset metrów dalej może wystarczyć, aby pojawiły się blokady ulic, działania policji, agresywny tłum albo problem z ewakuacją. Protestujący nie muszą nawet wiedzieć, że protectee znajduje się w pobliżu.
Dlatego podczas advance warto postawić pytanie, które wcześniej nie zawsze znajdowało się w centrum uwagi:
Jeżeli nasz klient nie jest celem, to kto lub co w jego otoczeniu może nim być — i jakie będą dla niego konsekwencje, jeżeli zagrożenie wobec tego celu się zmaterializuje?
Klasyczna ocena ryzyka nadal pozostaje podstawą. Problem w tym, że w obecnym środowisku sama może już nie wystarczyć.
Advance nie kończy się po rozpoznaniu

Informacja zebrana podczas advance może być prawidłowa w chwili jej pozyskania, a kilka dni później nie odzwierciedlać już rzeczywistej sytuacji.
Do hotelu przyjeżdża delegacja, której wcześniej nie było w programie. Ogłoszono demonstrację. Doszło do incydentu wobec infrastruktury. Służby wydały nowe ostrzeżenie. Zmieniła się organizacja transportu albo do wydarzenia dołączyła osoba, której obecność wpływa na profil bezpieczeństwa całego miejsca.
W dynamicznym środowisku advance powinien być więc traktowany jako proces. Wcześniej przeprowadzoną ocenę trzeba zweryfikować możliwie blisko momentu przyjazdu klienta, a później aktualizować podczas realizacji programu.
W praktyce protective intelligence, advance i dynamic risk assessment coraz częściej muszą być traktowane jako części tego samego procesu. Nie chodzi o przewidywanie każdej możliwej operacji. Chodzi o zauważenie zmiany wystarczająco wcześnie, aby nie wprowadzić klienta w sytuację, której można było uniknąć.
Wyobraźmy sobie rutynowy program. Klient przylatuje do Londynu, Dubaju, Zurychu, Warszawy albo Monako. Hotel, kolacja, spotkanie biznesowe, prywatna wizyta, być może marina albo klub.
Zespół sprawdził trasę, wejścia, parking, alternatywne wyjścia, zabezpieczenia obiektu i dostęp do pomocy medycznej. Z punktu widzenia klasycznego advance wszystko wygląda prawidłowo.
Tymczasem w tym samym hotelu mieszka osoba o wysokim profilu politycznym. W odwiedzanym budynku działa firma związana z przemysłem obronnym. Kilkaset metrów dalej zapowiedziano demonstrację przeciwko zagranicznej delegacji. W mieście w ostatnich tygodniach doszło do kilku podejrzanych incydentów. Restauracja należy do przedsiębiorcy pozostającego w konflikcie z określonym państwem.
W lobby pojawiają się ludzie, którzy nie interesują się naszym klientem.
Jeżeli jednak dojdzie do eksplozji, podpalenia, gwałtownej ewakuacji, policyjnego lockdownu, ataku na inną osobę albo sabotażu obiektu, klient stanie się uczestnikiem zdarzenia niezależnie od tego, czy ktokolwiek brał go pod uwagę podczas jego planowania.
Współczesne Executive Protection musi więc patrzeć szerzej niż tylko na protectee.
Nie wystarczy wiedzieć, kto może chcieć zaatakować naszego klienta. Trzeba również rozumieć, kto lub co może być celem w jego otoczeniu i co stanie się z klientem, jeżeli właśnie tam dojdzie do uderzenia.
Nie oznacza to przejmowania zadań kontrwywiadu. Chodzi o uwzględnienie ryzyka, które może uderzyć w osobę chronioną, mimo że nie była ona właściwym celem.
Bo zagrożenie dla naszego klienta może stworzyć przeciwnik, który wcale nie przyszedł po niego.
Wybrane źródła
- Reuters — materiały dotyczące planu zabójstwa Armina Pappergera oraz rosyjskiej kampanii sabotażowej w Europie, 2024–2025.
- Counter Terrorism Policing oraz Crown Prosecution Service — materiały dotyczące podpalenia w Leyton, działalności na rzecz Rosji oraz przygotowań do kolejnych operacji w Londynie, 2025.
- Eurojust — „Joint investigation team disrupts group using self-igniting parcels for terrorist attacks”, 6 marca 2026 r.
- Ministerstwo Sprawiedliwości / MSWiA — wspólne oświadczenie dotyczące pożaru centrum Marywilska 44, 11 maja 2025 r.
- Reuters — materiały dotyczące zamachu bombowego w Monako, śledztwa wobec Anastasiia Berezovskiej oraz jej późniejszej śmierci w Ukrainie, czerwiec–lipiec 2026 r.
- MI5 — „Director General Sir Ken McCallum gives threat update”, 16 października 2025 r.
- Reuters oraz Hansard — materiały dotyczące zabójstwa Mahmouda al-Mabhouha w Dubaju i wykorzystania paszportów państw trzecich, 2010.
Niniejszy artykuł jest częścią cyklu materiałów opracowywanych przez zespół Global Protection Group, poświęconego praktycznym aspektom ochrony osobistej oraz przygotowaniu specjalistów do pracy w Executive Protection. Cykl powstał w odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania i wątpliwości dotyczące tej specjalizacji. Jego celem jest uporządkowanie kluczowych zagadnień, przedstawienie ich w kontekście rzeczywistych uwarunkowań operacyjnych oraz korygowanie uproszczeń i utrwalonych mitów dotyczących ochrony osób.


